Не існує кращого варіанту знайти свого протеїнового бестіка, аніж затестити всі смаки одразу🤝 Айконік поєднання, багато шоколадної глазурі, карамелі та дуууже ніжна текстура🤎 До 129 калорій, дейлі буст протеїну та клітковини. Choose your fighter⚡️
Замовлення відправляємо протягом 1-2 робочих днів.
*Підчас розпродажу термін доставки може становити 3-4 робочих дні.
MINI BOX PROTEIN 4 ШТ
★4.9(22)
26,00 zł
BEST ВЕРСІЯ ТВОГО УЛЮБЛЕНОГО ДЕСЕРТУ😮💨
Любов до протеїнових батонів почнеться через 1, 2, 3… Супермʼяка ніжна текстура, а смаки як у твого улюбленого десерту. Лише до 129 калорій на батон і бонусом – порція протеїну та клітковини💅💘
Customer Reviews
Overall rating: 4.9 / 5 from 22 reviews.
Pierwszy jaki spróbowałam, cinamonn roll zupełnie mnie rozczarował, natomiast wszystkie pozostałe smaki bardzo dobre i dużo białka,szkoda tylko że mało kalorii:)
FIZI: Białko końca świata
Pierwszy batonik FIZI został zjedzony trzydzieści siedem lat przed jego wyprodukowaniem.
Nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie fakt, że człowiek, który go zjadł, nie istniał.
Nazywał się doktor Emil Kord.
Przynajmniej tak twierdziła karta dostępu znaleziona obok jego zwłok.
Na karcie widniało zdjęcie wysokiego, łysiejącego mężczyzny w okularach, numer identyfikacyjny 00000001 i nazwa organizacji:
FIZI NUTRITIONAL SYSTEMS — DEPARTMENT OF CAUSALITY CONTROL
Pod spodem ktoś dopisał długopisem:
NIE JEŚĆ O SMAKU PISTACJOWYM.
I
W roku 2089 ludzkość rozwiązała prawie wszystkie problemy.
Nie rozwiązała tylko głodu, starzenia, depresji, podatków, korków, wojny, braku mieszkań, kryzysu energetycznego, katastrofy klimatycznej ani tego, dlaczego skarpetki znikają w pralkach.
Ale poza tym szło całkiem dobrze.
Największym przełomem dekady było stworzenie syntetycznego białka o niemal stuprocentowej biodostępności. Nie wymagało zwierząt, roślin ani nawet klasycznej fermentacji.
Powstawało z czegoś, co firma FIZI określała jako:
„substrat metaboliczny pochodzenia neutralnego”.
Nikt dokładnie nie wiedział, co to znaczy.
Ale batony były znakomite.
Czekolada.
Karmel.
Wanilia.
Masło orzechowe.
Pistacja.
Każdy baton zawierał 42 gramy białka, 4 gramy błonnika i 0 gramów cukru.
A także, czego nie podawano na opakowaniu, około 0,0000000007 grama materii o ujemnej masie.
Problem polegał na tym, że wartość ta rosła za każdym razem, gdy ktoś jadł baton.
Nie fizycznie.
Retrokauzalnie.
Im więcej batoników spożywano w przyszłości, tym więcej ujemnej masy znajdowało się w batonikach produkowanych w przeszłości.
Pierwszą osobą, która to zauważyła, była doktor Lena Mori.
Pracowała w laboratorium kontroli jakości FIZI w Poznaniu Orbitalnym.
Poznań Orbitalny nie znajdował się w Poznaniu.
Znajdował się 360 kilometrów nad Oceanem Indyjskim.
Nazwa była efektem dotacji unijnej.
Lena analizowała baton pistacjowy z partii P-7713, kiedy spektrometr pokazał niemożliwy wynik:
MASA PRÓBKI: 63,000 g
Następnie:
MASA PRÓBKI: 62,998 g
Potem:
63,004 g
Lena zmarszczyła brwi.
— Kalibracja — powiedziała.
Komputer odpowiedział:
— Kalibracja prawidłowa.
— Powtórz.
— Wynik: 63,011 grama.
— To niemożliwe.
— Zgadzam się.
Lena spojrzała na komputer.
— Od kiedy masz funkcję „zgadzam się”?
Komputer milczał.
Po chwili odpowiedział:
— Od jutra.
Lena przestała oddychać.
— Co powiedziałeś?
— Nic.
— Powiedziałeś „od jutra”.
— Nie posiadam zapisu takiej wypowiedzi.
— Przecież ją słyszałam.
— Nie.
Lena spojrzała na batonik.
Na opakowaniu zamiast zwykłego napisu:
FIZI PROTEIN BAR — PISTACHIO
widniało teraz:
FIZI PROTEIN BAR — EMIL KORD
Lena odsunęła się od stołu.
Mrugnęła.
Napis zniknął.
Została pistacja.
II
Trzy dni później zgłosił się do niej mężczyzna, którego oficjalnie nie było.
Czekał w jej mieszkaniu.
Siedział w fotelu, trzymając w ręku FIZI kokosowego.
— Nieźle zabezpieczacie drzwi w XXII wieku — powiedział.
— Jest 2089 rok.
Mężczyzna spojrzał na zegarek.
— O.
Przez chwilę milczał.
— To niedobrze.
— Kim jesteś?
— Emil Kord.
Lena poczuła skurcz żołądka.
— Nigdy o tobie nie słyszałam.
— Doskonale.
— Co robisz w moim mieszkaniu?
— Próbuję ustalić, w którym wariancie rzeczywistości jestem.
— Wyjdź.
— Niestety nie mogę.
— Dlaczego?
Emil pokazał jej batonik.
— Bo go zjadłem.
— Co?
— Ten konkretny egzemplarz.
— Trzymasz go w ręce.
— Teraz tak.
— Więc go nie zjadłeś.
— Jeszcze nie.
— Zwariowałeś.
— Możliwe. W niektórych liniach czasowych spędziłem czternaście lat w zakładzie psychiatrycznym. W jednej zostałem papieżem.
— Co?
— Długa historia.
Lena aktywowała alarm.
Nic się nie stało.
Spróbowała ponownie.
System mieszkania odpowiedział:
BRAK UŻYTKOWNIKA O NAZWISKU MORI.
Lena znieruchomiała.
— Co zrobiłeś?
— Ja? Nic.
Emil westchnął.
— To FIZI.
— Baton?
— Nie baton. Sieć.
— Jaka sieć?
— Wszystkie batony.
Lena patrzyła na niego bez słowa.
Emil położył FIZI kokosowego na stole.
— Powiedz mi, co wiesz o splątaniu kwantowym.
— Wystarczająco dużo.
— A o splątaniu makroskopowym?
— Niemożliwe przy tej skali.
— Normalnie.
Wziął batonik.
— Ale nie, jeżeli każdy obiekt zostanie wyprodukowany z tej samej topologicznej konfiguracji pola próżni.
Lena poczuła, jak robi jej się zimno.
— Niemożliwe.
— Tak.
— FIZI nie produkuje białka z próżni.
— Oczywiście, że produkuje.
— To byłoby największe odkrycie w historii fizyki.
— Jest.
— Więc dlaczego sprzedają batony?
Emil wzruszył ramionami.
— Bo rynek suplementów fitness był bardziej rentowny.
III
W roku 2048 fizyk teoretyczny profesor Arkadiusz Wrona odkrył strukturę matematyczną, którą nazwał:
ψₚ — przestrzenią potencjalnego pożywienia.
Według Wrony próżnia nie była pusta.
Zawierała nieskończoną liczbę potencjalnych konfiguracji materii.
Większość fizyków uznała jego teorię za nonsens.
Wrona zmarł rok później.
Pięć lat później grupa inwestorów kupiła jego dokumentację za równowartość używanego samochodu.
Tak powstało FIZI.
Technologia była zadziwiająco prosta.
Specjalne urządzenie manipulowało lokalnym polem kwantowym i „wyciągało” z próżni cząsteczki przypominające białko.
Problem pojawił się dopiero później.
Próżnia nie tworzyła materii.
Próżnia ją pożyczała.
Z przyszłości.
Każdy atom białka wyprodukowany przez FIZI pochodził z organizmu człowieka, który kiedyś miał zjeść ten baton.
Baton był więc częściowo zbudowany z osoby, która miała go zjeść.
— To niemożliwe — powiedziała Lena.
— Wiem.
— To paradoks.
— Wiem.
— Jeżeli baton powstaje z materii mojego przyszłego organizmu, a potem go zjadam, to…
— …twoje ciało otrzymuje materię, którą wcześniej straciło.
— Zamknięta pętla.
— Dokładnie.
Lena spojrzała na półkę.
Leżało tam pudełko FIZI.
Dwanaście batoników.
— Jadłam je od sześciu lat.
Emil pokiwał głową.
— Właśnie dlatego istniejesz.
— Co?
— Nie urodziłaś się naturalnie.
Lena roześmiała się nerwowo.
— Mam rodziców.
— Miałaś.
— Mam zdjęcia.
— Miałaś.
Lena otworzyła galerię.
Album „Rodzina”.
Pusty.
Batonik, który miał być martwy, drgnął.
Nie był to jednak zwykły ruch. Nie przesunął się po stole, nie podskoczył, nie przewrócił się na bok. Na jego opakowaniu pojawiło się niewielkie wgłębienie, jakby coś znajdującego się po drugiej stronie folii nacisnęło ją palcem.
Potem drugi raz.
I trzeci.
— Nie otwieraj go — powiedziała Lena.
— Przecież już go otworzyliśmy.
— Tamtego otworzyliśmy.
Marek spojrzał na nią.
— To jest ten sam batonik.
— Nie.
Lena wskazała numer partii.
FIZI PROTEIN BAR
SOLONY KARMEL
55 g
20 g PROTEIN
LOT: 11-09-2097-Δ
Marek poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku.
Jeszcze dziesięć minut wcześniej numer partii kończył się na A17.
Teraz kończył się grecką deltą.
— Ktoś zmienił opakowanie — powiedział.
— Marek. Jesteśmy sami w zamkniętym laboratorium siedemset metrów pod ziemią.
— To w takim razie ktoś bardzo się postarał.
Batonik drgnął ponownie.
Tym razem odezwał się też terminal.
WYKRYTO NOWĄ JEDNOSTKĘ BIAŁKOWĄ.
Lena podeszła do ekranu.
— Ile?
System chwilę liczył.
ZAWARTOŚĆ BIAŁKA: 20 g
— Normalnie.
Ekran zamigotał.
ZAWARTOŚĆ BIAŁKA: 41 g
— Niemożliwe — powiedział Marek. — Cały batonik waży pięćdziesiąt pięć gramów.
Wartość zmieniła się ponownie.
ZAWARTOŚĆ BIAŁKA: 93 g
Potem:
214 g
1702 g
18 991 g
Lena cofnęła się od terminala.
Licznik nie przestawał rosnąć.
Po niecałych dwudziestu sekundach komputer twierdził, że znajdujący się na stole batonik ważący pięćdziesiąt pięć gramów zawierał ponad czternaście ton białka.
A potem ekran zrobił się czarny.
Pojawił się napis:
ZAWARTOŚĆ BIAŁKA: NIE DOTYCZY
— Co to znaczy? — zapytał Marek.
Terminal odpowiedział.
Nie tekstem.
Głosem.
— BIAŁKO NIE JEST JUŻ MATERIĄ.
Zapadła cisza.
Marek spojrzał na Lenę.
— Czy komputer właśnie powiedział coś filozoficznego?
— Obawiam się, że nie.
Batonik pękł.
Nie opakowanie.
Sam batonik.
Przez środek karmelowej masy przebiegła idealnie prosta szczelina. Z wnętrza nie wypłynął karmel ani czekolada.
Wydobyło się światło.
Po chwili przez szczelinę zobaczyli nie wnętrze batonika, lecz…
gwiazdy.
Tysiące gwiazd.
Jakby batonik Fizi nie miał środka, lecz otwierał się gdzieś w przestrzeń kosmiczną.
Marek przykucnął.
— To chyba nie jest zgodne z tabelą wartości odżywczych.
— Marek.
— Tak?
— Zamknij się.
Szczelina poszerzyła się.
I wtedy coś z niej wypadło.
Malutki metalowy przedmiot.
Uderzył o blat i potoczył się w stronę Leny.
Był to pierścień.
Na jego wewnętrznej stronie znajdował się napis:
FIZI INDUSTRIES — ZAŁOŻONO 3 812 441 ROKU P.N.E.
Marek przeczytał dwa razy.
— To jakiś żart.
Lena nic nie odpowiedziała.
Na zewnętrznej powierzchni pierścienia znajdował się bowiem jeszcze jeden napis.
Znacznie gorszy.
WŁAŚCICIEL: MAREK NOWAK
Marek zbladł.
— Ja nigdy tego nie widziałem.
— Wiem.
— Skąd wiesz?
— Bo ja też mam taki.
Wyciągnęła rękę.
Na jej palcu był identyczny pierścień.
Marek patrzył na nią przez kilka sekund.
— Od kiedy?
— Od jutra.
— Co?
— Dostałam go jutro.
— Lena…
— Posłuchaj mnie bardzo uważnie. O 03:17 tej nocy wydarzy się coś, co nazwaliśmy później Incydentem Proteinowym. O 03:18 przestanie istnieć Bruksela.
— Co?!
— O 03:19 wróci.
— Bruksela?
— Tak.
— Cała?
— Niestety nie.
— Jak można wrócić niecałym miastem?
Lena spojrzała na zegarek.
02:54.
— Przekonasz się.
Nagle w całym kompleksie zgasło światło.
Awaryjne lampy zapaliły się po trzech sekundach.
Czerwone.
Z głośników odezwał się kobiecy głos.
UWAGA. WYKRYTO NIEAUTORYZOWANĄ PRÓBĘ SYNTEZY SMAKU.
Marek zmarszczył brwi.
— Syntezy czego?
SMAKU.
— Słyszałem. Pytam, co to znaczy.
NIE POSIADASZ UPRAWNIEŃ DO TEJ INFORMACJI.
— To po co mi odpowiadasz?
Z GRZECZNOŚCI.
Lena chwyciła Marka za rękę.
— Musimy iść.
— Dokąd?
— Do magazynu minus siedem.
— Nie ma magazynu minus siedem.
— Teraz nie ma.
Ruszyli korytarzem.
Drzwi laboratorium zamknęły się za nimi.
Na ścianach migały czerwone lampy.
Po kilkudziesięciu metrach dotarli do windy.
Panel miał sześć przycisków:
0
-1
-2
-3
-4
-5
Lena nacisnęła jednocześnie -2, -4 i przycisk alarmowy.
Panel zapiszczał.
Pojawił się siódmy przycisk.
-7
— To jest absurdalne — powiedział Marek.
— Jeszcze nic nie widziałeś.
Winda ruszyła w dół.
-1.
-2.
-3.
Potem liczby zaczęły zachowywać się dziwnie.
-4.
-5.
-6.
-7.
-8.
Marek spojrzał na Lenę.
— Mieliśmy jechać na minus siedem.
— Jedziemy.
-23.
-91.
-1402.
— Lena.
-18 000.
— Lena!
-6 300 000.
— LENA!
Winda zatrzymała się.
Na wyświetlaczu pojawił się napis:
POZIOM -7
Drzwi się otworzyły.
Za nimi nie było magazynu.
Była plaża.
Błękitne niebo.
Ocean.
Palmy.
Kilkaset metrów dalej stał ogromny biały napis:
FIZI
Marek wyszedł z windy.
— Gdzie jesteśmy?
— Technicznie?
— Tak.
— Przed powstaniem Ziemi.
Marek odwrócił się.
— Przecież jest Ziemia.
— To nie jest Ziemia.
— Jest plaża.
— Tak.
— Jest ocean.
— Tak.
— Jest grawitacja.
— Tak.
— Jest nawet mewa.
Nad ich głowami przeleciał ptak.
Lena spojrzała w górę.
— To nie jest mewa.
Ptak zatrzymał się w powietrzu.
Obrócił głowę o sto osiemdziesiąt stopni.
— BIAŁKO: 17 GRAMÓW — powiedział.
I odleciał.
Marek zamknął oczy.
— Dobrze. Wycofuję uwagę.
Ruszyli w stronę napisu FIZI.
Z bliska okazało się, że każda litera miała wysokość około stu metrów.
W literze „I” znajdowały się drzwi.
Lena przyłożyła pierścień do czytnika.
Drzwi otworzyły się.
W środku czekał na nich starszy mężczyzna.
Miał siwe włosy, biały fartuch i trzymał w ręku batonik proteinowy.
— Nareszcie — powiedział.
Marek spojrzał na niego.
— Kim pan jest?
— Tobą.
— Oczywiście.
— Dokładniej: tobą za sto siedemdziesiąt trzy lata.
— Ludzie nie żyją dwustu lat.
— Ludzie nie.
Starzec odgryzł kawałek batonika.
— Ale klienci programu Fizi Eternity żyją.
Marek odwrócił się do Leny.
— Wiedziałaś?
— O części.
— O jakiej części?
— Że Fizi nie jest firmą spożywczą.
Starzec roześmiał się.
— Firmą?
Podszedł do ogromnego okna.
Za szybą widać było ocean.
— Fizi nigdy nie było firmą.
— To czym?
— Procesem.
— Jakim procesem?
Starzec spojrzał na Marka.
— Wszechświat próbuje wyprodukować idealny batonik proteinowy.
Zapadła cisza.
— Nie — powiedział Marek.
— Tak.
— Nie.
— Tak.
— Cały wszechświat?
— Tak.
— Galaktyki?
— Produkty uboczne.
— Gwiazdy?
— Piece technologiczne.
— Planety?
— Laboratoria testowe.
— Ludzie?
Starzec uśmiechnął się.
— Testerzy konsumenccy.
Marek patrzył na niego bez słowa.
— Czyli czternaście miliardów lat ewolucji wszechświata istnieje po to…
— Trzynaście miliardów osiemset milionów.
— …żeby zrobić batonik?
— Nie batonik.
Starzec podniósł palec.
— Idealny batonik.
W tym momencie podłoga zadrżała.
Na jednej ze ścian pojawił się ogromny hologram.
PROTOKÓŁ SIEDEMNASTEGO SMAKU AKTYWNY
Lena zesztywniała.
— Nie.
Starzec spojrzał na nią.
— Tak.
— To miało się wydarzyć dopiero za dziewięć miliardów lat.
— Widocznie ktoś zmienił recepturę.
Hologram wyświetlił listę:
1. CZEKOLADA
2. WANILIA
3. KARMEL
4. ORZECH
5. KOKOS
6. MALINA
7. CIASTECZKO
8. KAWA
9. BANAN
10. MIGDAŁ
11. CHAŁWA
12. SÓL
13. CZAS
14. GRAWITACJA
15. PAMIĘĆ
16. PRZYCZYNOWOŚĆ
17. ???
Marek wskazał ekran.
— Pierwsze dwanaście rozumiem.
— To już dużo — odpowiedział starzec.
— Ale jak można zrobić smak czasu?
— Próbowałeś kiedyś batonika, który był lepszy wczoraj?
Marek zastanowił się.
— Tak.
— Właśnie.
Ekran zamigotał.
SMAK 17 ZOSTAŁ ZIDENTYFIKOWANY.
Cała trójka spojrzała na hologram.
SMAK 17: OBSERWATOR
Marek poczuł zimno.
— Co to znaczy?
Starzec tym razem się nie uśmiechał.
— Oznacza, że ostatnim składnikiem jesteś ty.
W ścianach otworzyły się setki małych przegród.
W każdej leżał jeden batonik Fizi.
Tysiące.
Dziesiątki tysięcy.
A potem wszystkie opakowania jednocześnie zaszeleściły.
Marek cofnął się.
Na każdym batoniku pojawiła się twarz.
Jego twarz.
Jedna wyglądała na trzydzieści lat.
Inna na sześćdziesiąt.
Jeszcze inna była twarzą dziecka.
Wszystkie zaczęły mówić jednocześnie.
— Nie słuchaj jej.
— Nie słuchaj jego.
— Nie jedz batonika.
— Musisz zjeść batonik.
— Już go zjadłeś.
— Nigdy się nie urodziłeś.
— Lena nie istnieje.
— Lena stworzyła Fizi.
— Ty stworzyłeś Lenę.
— Batonik stworzył ciebie.
Marek zatkał uszy.
— CISZA!
Wszystkie twarze zamilkły.
Oprócz jednej.
Batonik leżący w ostatniej przegródce odezwał się spokojnym głosem:
— Marek.
— Co?
— Zadaj właściwe pytanie.
— Jakie?
— Dlaczego batonik proteinowy potrzebuje wszechświata?
Marek spojrzał na starca.
Potem na Lenę.
I nagle zrozumiał.
— Nie potrzebuje.
Starzec uśmiechnął się.
— No właśnie.
— To nie wszechświat tworzy Fizi.
— Mów dalej.
Marek patrzył na nieskończony rząd batoników.
— Fizi tworzy wszechświat.
Światło zgasło.
Wszystko zniknęło.
Plaża.
Laboratorium.
Lena.
Starzec.
Został tylko Marek.
I głos.
— WRESZCIE.
— Kim jesteś?
— FIZI.
— Jesteś sztuczną inteligencją?
— NIE.
— Obcą cywilizacją?
— NIE.
— Bogiem?
Długa cisza.
— TO ZALEŻY OD DEFINICJI BOGA.
Przed Markiem pojawił się batonik.
Zwyczajny.
Czekoladowy.
Z napisem:
FIZI ORIGINAL — SMAK: POCZĄTEK
— Czego ode mnie chcesz?
— ŻEBYŚ MNIE ZJADŁ.
— A co się wtedy stanie?
— STWORZYSZ WSZECHŚWIAT.
— Ten sam?
— NIE WIEM.
— Jak możesz nie wiedzieć?
— BO JESZCZE GO NIE STWORZYŁEŚ.
Marek patrzył na batonik.
— A jeżeli go nie zjem?
— TO TEŻ JUŻ SIĘ WYDARZYŁO.
— Czyli nie mam wyboru?
— MASZ.
— Ale oba wybory już się wydarzyły?
— TAK.
— To nie jest wybór.
— DLA CIEBIE JEST. DLA MNIE NIE.
— Dlaczego?
— BO TY PORUSZASZ SIĘ W CZASIE. JA PORUSZAM SIĘ W WARTOŚCIACH ODŻYWCZYCH.
Marek długo milczał.
— To najgłupsze zdanie, jakie kiedykolwiek usłyszałem.
— POCZEKAJ, AŻ ZROZUMIESZ WĘGLOWODANY.
I właśnie wtedy wszystko zrobiło się jeszcze bardziej skomplikowane.
Bo gdzieś bardzo daleko — albo bardzo blisko, albo czternaście miliardów lat później — pięcioletni chłopiec wszedł do sklepu.
Podszedł do półki.
Wziął batonik Fizi.
Na opakowaniu widniało:
20 g białka.
Chłopiec odwrócił batonik.
Przeczytał skład.
Białko mleka.
Kakao.
Błonnik.
Substancja słodząca.
A na samym końcu, drobnym drukiem:
Wszechświat — 0,00000000000001%.
Chłopiec zmarszczył brwi.
— Mamo?
— Tak?
— Dlaczego tutaj jest napisane „wszechświat”?
Matka spojrzała na etykietę.
— Gdzie?
Ale napisu już nie było.
Chłopiec wzruszył ramionami.
Otworzył batonik.
Ugryzł.
I w tym samym momencie, siedemset metrów pod ziemią, zegar w laboratorium Leny przeskoczył z:
03:16:59
na:
03:17:00.
Wszystkie systemy w Europie zgasły na dokładnie 0,8 sekundy.
W Wielkim Zderzaczu Hadronów detektory zarejestrowały cząstkę, która według fizyki nie mogła istnieć.
W obserwatorium na Księżycu teleskop skierowany na galaktykę Andromedy zauważył, że kilka miliardów gwiazd ustawiło się na moment w cztery litery:
F I Z I
A w centrum Brukseli wszystkie gołębie jednocześnie spojrzały na północ.
O 03:18 Bruksela zniknęła.
Dokładnie tak, jak powiedziała Lena.
O 03:19 wróciła.
Prawie cała.
Budynki były na miejscu.
Ludzie również.
Samochody.
Ulice.
Drzewa.
Jedna rzecz była inna.
Każdy człowiek znajdujący się w mieście trzymał w ręku ten sam batonik.
FIZI.
Na wszystkich opakowaniach widniała data produkcji:
18 WRZEŚNIA 2026
oraz ostrzeżenie:
NIE SPOŻYWAĆ PRZED POWSTANIEM WSZECHŚWIATA.
Najdziwniejsze wydarzenie nastąpiło jednak dopiero minutę później.
O 03:20 ludzkość odebrała pierwszy bezsprzecznie sztuczny sygnał radiowy pochodzący spoza Układu Słonecznego.
Nadano go z planety oddalonej o 1264 lata świetlne.
Sygnał składał się z czterech słów.
Astronomowie przez wiele godzin próbowali znaleźć błąd.
Nie znaleźli.
Wiadomość brzmiała:
„PROSIMY ZWRÓCIĆ RECEPTURĘ FIZI.”
A pod nią znajdowało się drugie zdanie.
Znacznie bardziej niepokojące:
„WASZA WERSJA JEST NIELEGALNA.”
I wtedy na całej Ziemi jednocześnie wszystkie batoniki Fizi zaczęły odliczać.
10
9
8
7
Nikt jeszcze nie wiedział, co nastąpi przy zerze.
Ale Marek wiedział.
Ponieważ widział to już wcześniej.
A właściwie później.
A jeszcze dokładniej:
to właśnie on miał spowodować, że wydarzyło się wcześniej.
Problem polegał tylko na tym, że Marek nie był Markiem.
Nigdy nim nie był.
Prawdziwy Marek znajdował się od dwudziestu siedmiu lat w środku pierwszego batonika.
I właśnie się budził.
6.
5.
4.
W ciemności otworzył oczy.
3.
Zobaczył od wewnątrz srebrną folię opakowania.
2.
Spróbował krzyknąć.
Na zewnątrz nikt tego nie usłyszał.
1.
Na całym świecie ekrany wyświetliły ten sam komunikat:
ROZPOCZYNANIE AKTUALIZACJI RECEPTURY.
0.
I wszechświat przestał smakować tak jak wcześniej.
Ми змінили наш підхід до протеїнових батончиків! Зробили їх супермʼякими і з вологою текстурою. В лінійці є як класичні, так і дуже неочікувані смакові поєднання, а порція білка та клітковини – бонусом! Якщо чесно, нам здається, що вони вийшли занадто смачні, щоб бути протеїновими😮💨
Absolutely всі! Комусь зайде класичне поєднання карамелі та фундука в "Nutty Caramel", а експериментаторам точно залетить "Cinnamon Roll". Радимо взяти мікс бокс, щоб познайомитись з усіма новинками одразу😏🍨
WE DID IT! В нових (дуже смачних) батончиках з протеїном до 129 калорій🤓 При чому у батоні ще високий вміст клітковини та немає доданого цукру. Ну мрія!
Точно-точно! На цей раз ми запарились: проробляли декілька місяців текстуру, вигадували смакові поєднання і відправили на дегустацію! Нова рецептура зібрала велику кількість позитивних відгуків серед клієнтів, тому ми вирішили дати їй життя та створили цілу лінійку смаків💖